czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 5

~~Astrid~~
Ciemność wszędzie, otacza mnie ze wszystkich stron, nagle pojawiają się setki drzwi. Niektóre były ciemne, inne jasne, niektóre  jakby stare i poniszczone, a inne zaś jakby nowe, zadbane. Z czystej ciekawości otwieram jedne z nich, okazały się to być masywne, bardzo ciemne niemalże czarne drzwi. Wychylam głowę z za nich i zobaczyłam tam siebie  wchodzącą do domu, zdziwiona zaczęłam iść w ślady mnie samej (mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi) i równo z nią weszłam do domu, zastałam tam pijącego, już niemile schlanego do nieprzytomności, wujka.
-Może wreszcie byś przestał pić, ilekroć wracam do domu widzie cię zalanego w 4 dupy!!!!- zaczęła wydzierać się na wujka (ja z tej wizji). On nieźle wkurwiony zaczął do mnie podchodzić, stanęłam z trzy kroki przed wujkiem i zaczęłam mówić.
-Uspokój się czło…..- nie dokończyłam bo on przeszedł prze zemnie, właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to już kiedyś się działo i, że to tylko wspomnienia z którymi nic nie mogłam zrobić nic innego jak tylko patrzeć  na to wszystko.
-Co ty sobie myślisz gówniaro!- zaczął krzyczeć, łapiąc ją za włosy. Wraz z wspomnieniem przyszedł ból więc automatycznie złapałam się za głowę.- To ja cię k***a przygarniam po śmierci rodziców, utrzymuję cię,  a ty mi jeszcze pyskujesz!?!?!
Widziałam tą wściekłości w jego oczach, i strach w jej, moich oczach. Następnie wujek jeszcze mocniej złapała za moje włosy, zamachnął się i uderzył moją głową z całej siły w ścianę. Znów czułam ten paraliżujący strach połączony z przeraźliwym bólem, tą pieprzoną bezradność. Widziałam jak on ją kopie łamiąc jej przy tym 2 żebra i na koniec pluje jej prosto w twarz, a co robiłam ja, kuliłam się w rogu zaciskając oczy błagając by przestał by to już się skończyło.
I tak się stało, zobaczyłam dwie małe dziewczynki beztrosko biegające po podwórku, a na huśtawce niedaleko siedzieli ich rodzice pochłonięci rozmową do czasu do czasu spoglądając na dzieci. Pamiętałam ten dzień, tego dnia wraz z Elizą znalazłyśmy małego kotka.
-Pać Lizia coś lusa się w ksakach.
-Poczekaj zawołam rodziców.
-Dobla.- uśmiechnęłam się pamiętam, że wtedy nie poczekałam na rodziców i Elizę, tylko sama wlazłam w te krzaki rozdzierając sobie swoją ulubioną białą sukienkę i policzek.- Lizia tu jest kotecek!!!- krzyczałam biegnąc z kotem na rękach w stronę rodziców.- Mamusiu możemy go zatsymać, będzie  spac ze mną w łuzecku!!!- krzyczałam podekscytowana.
-No właśnie mamusiu prosimy!!!!- dołączyła się Eliza.
-Ale dziewczynki jego właściciele na pewno się o niego martwią. No dobra zrobimy tak, kotek zostanie u nas dopóki właściciele się po niego nie zjawią. Więc trzeba przygotować ulotki a jutro wraz z tatą rozniesiecie je po mieście.
-TAK!!!!!!!!- krzyczałyśmy rzucając się rodzicom na szyję. Niestety trzy dni później przyszedł po niego jego właściciel. Uśmiechałam się sama do siebie marząc by to wspomnienie trwało wiecznie ale niestety, nic nie może wiecznie trwać.
Rozbłysło się siwiało, a ja zobaczyłam strasznie jasny korytarz a na jego końcu stała moja mama, ta radosna, opiekuńcza, kochana mama którą zapamiętałam.
-Mama…- wyszeptałam  a ona się na mnie spojrzała i uśmiechnęła, ruszyłam biegiem w jej stronę by chwilę później znów znajdować się w jej ramionach.- Mamusiu.- zaczęłam płakać, nie to za mało powiedziane, zaczęłam ryczeć.
-Witaj kochanie.- powiedziała swym melodyjnym głosem tuląc minie do siebie.- Wiem skarbie jak dużo przeszłaś ale musisz być silna, zrób to dla mnie i dla taty, i pamiętaj zawsze będziemy was kochać.- mówiła to tak spokojnie, a ja w tym czasie dalej płakałam ale już byłam spokojniejsza. A wtedy mama zaczęła znikać.
-NIE MAMO NIE ZOSTAWJAJ MNIE, NIE RÓB MI TEGO ZNOWU!!!!!- krzyczałam ale na nic bo ona już znikła uśmiechając się do mnie.- NIE JA NIECHCE TAM WRACAĆ JA CHCE TU ZOSTAĆ RAZEM Z MAMĄ!!!!- na nowo zaczęłam ryczeć padając na kolana, nagle poczułam malutką dłoń na swoim ramieniu, a gdy podniosłam wzrok ujrzałam 5 letnią mnie.
-Plose nie placz, obiecuje ze zajmę się mamusią. A ty musisz tam wlócić  masz jeszcze duzo do zrobienia i obiecuje ci, ze później będzie lepiej zaufaj mi.-powiedziała cały czas się uśmiechając.

-Dziękuję!!!!-powiedziałam przytulając tą kruszynkę, kiedy ona zniknęła wszędzie pojawiła się nicości. Nagle poczułam jak znikam a nicości zastąpił ból…

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeżeli ktokolwiek czyta tego bloga i czekał na rozdział (w co wątpię) to przepraszam, rozdział był już dawno gotowy tylko dostałam lenia i nie chciało mi się go wrzucić na bloga. O-O