~~Eliza~~
Właśnie
chasałam sobie z Annom po sklepach gdy zadzwonił do mnie Jacek.
~~Rozmowa
telefoniczna~~
-Hej
kochanie co jest?- spytałam jak zawsze wesoło.
-Wiesz….-
wyczułam, że coś go niepokoi i boi mi
się to powiedzieć.
-Wal
prosto z mostu.- powiedziałam pewnie lecz w środku bałam się tego co usłyszę.
-Wiesz
bo jest taka sprawa,- zwlekał z powiedzeniem mi tego- dobra As jest w szpitalu
i jest potrzebna zgoda jej opiekuna na leczenie ale nie można dodzwonić się do
waszego wujka.- mówił tak szybko, że ledwo nadążałam.
-Jak to
w szpitalu!?!?!?!? Którym!?!?!?!? I co ty tam robisz!?!?!?!?- krzyczałam
zszokowana do telefonu.
-Normalnie.
Tym w centrum. Wyjaśnię ci jak przyjedziesz.- dalej nie słuchałam tylko się
rozłączyłam i zaczęłam pędzić w stronę parkingu.
-Eli
zaczekaj, co się stało!?!?!?- krzyczała za mną Anka.
-Moja
siostra jest w szpitalu!!!- krzyknęłam bliska płaczu.
-Daj
kluczyki.- zarządziła.
-Czemu???
-Nie
pozwolę ci prowadzić w takim stanie.- prawie krzyknęła, miała rację byłam
roztrzęsiona i ledwo co widziałam przez łzy zbierające się w moich oczach już bez
zbędnych protestów dałam je kluczyki. Wsiadłyśmy do auta i jechałyśmy z 10
minut, które wydawały mi się wiecznością, mimo iż nie miałam kontaktu z Astrid
to byłyśmy siostrami i bardzo ją kochałam i się o nią martwiłam, każdego dnia
myślałam co tam u niej słychać. Wielokrotnie chlałam się z nią spotkać ale albo
brakło mi odwagi aby do niej iść, albo nie odbierała, albo jej nie było w domu,
albo wujek mi zabraniał, właśnie ciekawe czemu nie można się do niego dodzwonić
moje rozmyślania zakończyłam gdy ujrzała zarys budynku szpitala. Wbiegłam tak
jak opętana wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatkę ale ja to miałam w
głębokim poważaniu.
-Gdzie
ona jest?!?!?!?!Astrid Hofferson!!!- zaczęłam się wydzierać na zdziwioną
recepcjonistkę.
-Sala
numer 67 2 piętro- powiedziała lekko przestraszonym głosem, szybko zaczęłam
biec w stronę sali gdzie leżała moja siostra kontem oka zauważyłam biegnącą za
mną Ankę. Gdy dobiegłam pod sale zobaczyłam Jacka ubranego trochę jak menel, Czkawkę i jakąś dziewczynę
podeszłam do mojego chłopaka i zaczęłam wywiad.
-Co jej
się stało?!?!? W co tyś się ubrał, wież przecież, że cię kocham ale wyglądasz w
tym jak jakiś menel?!?!?!Co ty tu robisz?!?!?Co on tu robi?!?!?Kim ona
jest?!?!?Gdzie jest lekarz!?!?!?!?Wiadomo co z nią?!?!?- zadawałam pytania z
prędkością siwiała.
-Miała
wypadek na W-fie. Miałem udawać jej wujka, dzięki za komplement. To on
spowodował ten wypadek. To Rozi jej przyjaciółka. Nie wiem. Nie chcą nam
powiedzieć.-odpowiedział równie szybko i uśmiechnął się do mnie. Kiedy
usłyszałam, że to przez Czkawkę ona tu leży zaczęłam powoli do niego
podchodzić, a kiedy byłam już wystarczająco blisko wysyczałam przez zaciśnięte
zęby i ze łzami w oczach.
-Jeżeli
jej coś się stanie przez ciebie to własnoręcznie cię uduszę!!!- mówiłam
uderzając palcem w jego klatkę piersiową.
-O Boże
już nierób z siebie takiej idealnej siostrzyczki, najpierw masz ją w dupie, a
teraz niby taka idealna, kochająca siostrzyczka się znalazła!!! Nawet nie wiesz ile ona się przez ciebie
wycierpiała, ile się napłakała i ile razy mi mówiła, że nikt się nią nie
interesuje, że dla nikogo nie jest ważna, że wszyscy mają ją gdzieś, i że nikt by nie zauważył jakby zniknęła!!! A
gdzie ty byłaś jak groził jej poprawczak, jak na siłę trzeba było ją wyciągać z
domu, jak umarli wasi rodzice i jak
miała depresje no gdzie ty byłaś!?!?!?!?- nic nie odpowiedziałam, bo miała
rację gdzie ja byłam, zostawiłam własną siostrę.
~~Rozalia~~
Nie
mogłam wytrzymać i w końcu wygarnęłam tej całej Elizie co o niej myślę. Ale na
serio jak można zostawić własną siostrę na pastwę losu. Już otwierałam usta,
żeby powiedzieć jeszcze coś ale wtedy usłyszałam głos którego tak nienawidzę,
kolejna kochająca siostra.
-Rozalia
czy ty nie powinnaś być w szkole???
-A co
cię to k***a interesuje???
-Uważaj
na słownictwo młoda, a teraz odpowiedz mi na pytanie.- zażądała.
-Może
powinnam, może nie powinnam, ale mnie w niej nie ma.- odpowiedziałam denerwując
ją, kocham patrzeć jak się wścieka.
-Tyle
to ja widzę, ale dlaczego cię w niej nie ma??
-A ty
byś siedziała w szkole jak twoja najlepsza przyjaciółka leży nieprzytomna w
szpitalu???- spytałam retorycznie. Nic więcej już nie powiedziała.
~~Eliza~~
Przysłuchiwałam
się rozmowie Anny i jej siostry, ale nadal nic nie mówiłam myśląc nad słowami
Rozalii.
-Masz
racje. Dziękuje ci, że przy niej byłaś.- powiedziałam szeptem w stronę Rozi
lekko się do niej uśmiechając. Ona tylko na mnie spojrzała i odwzajemniła
uśmiech. Pewnie stali byśmy w ciszy dalej gdybym nie zauważyłam lekarza do
którego w mgnieniu oka podbiegłam.
-Co z
Astrid?
-A kim
pani jest?- spytał nawet na mnie nie patrząc.
-Ja
jestem jej siostrą.
-Ale
nie jest pani jej prawnym opiekunem.- powiedział zerkając na mnie, a ja już nie
wytrzymałam i wybuchłam.
-Gadaj
gościu co z moją siostrą bo nie ręczę za siebie!- krzyknęłam na niego wściekła,
już miałam go uderzyć ale poczułam czyjeś ręce na moich ramionach.
-Ależ
proszę pana to jest przecież jej siostra. Niestety ale ich wujek jest poza
zasięgiem, więc skoro go tu nie ma to czy jej siostra, najbliższa rodzina, nie
może dowiedzieć się w jakim stanie jest jej młodsza siostrzyczka.- próbował
przekonać go Czkawka pięknie się do niego uśmiechając. Ale po chwili uśmiech zszedł
mu z twarzy.