środa, 23 marca 2016

Rozdział 2

~~Astrid~~
-Cześć.-powiedział uśmiechając się do mnie.
-Hej, Rozi możesz nas zostawić na chwilę ja zaraz cię dogonię.- poprosiłam przyjaciółkę.
-Ok., to pa.- powiedziała uśmiechnęła się do nas, a następnie poszła w stronę sali w której mamy teraz lekcje.
-Czego chcesz?- spytałam odwracając się w jego stronę.
-Nic chciałem spytać cię czy nic ci nie jest.- powiedział, patrząc na moje czoło zaśmiał się.- Fajny plaster.- powiedział ledwo powstrzymując się od śmiechu.
-Ha ha ha bardzo zabawne, ooo nowe buty?- spytałam, a on momentalnie przestał się chichrać, spojrzał na mnie poważnie i powiedział:
-Wiem, że zrobiłaś to specjalnie.
-Jaaaa, coś takiego zrobiłam specjalnie.- powiedziałam z udawanym zaskoczeniem.- Nie rozśmieszaj mnie, ja przecież nie zrobiła bym tego specjalnie. A teras cześć, bo zaraz się spóźnię  na lekcje.- powiedziałam i jak na moje zawołanie rozbrzmiał się dzwonek. Szybkim krokiem poszłam w stronę sali matematycznej.
-Hej As kto to był?- spytała uśmiechnięta Roszpunka, ja tylko przewróciłam oczami.
-Debil który dziś aj na mnie wpadł, to przez niego.- powiedziałam pokazując mój jakże uroczy plasterek.- A co?
-A no nic, nawet ładny.-powiedziała a ja udałam odruchy wymiotny, i w tym momocie przyszła nasza pani od matematyki a za razem wychowawczyni.
-Dzień dobry!- powiedziała cała klasa chórem.
-Dzień dobry, dziś wyjątkowo zamiast matematyki zrobimy godzinę wychowawczą.- powiedział, dało się usłyszeć ciche ,,jest”. Podniosłam rękę a pani na mnie spojrzała dając mi znać żebym mówiła.
-Ale czemu proszę pani?- spytałam z ciekawości, przecież nic nie przeskrobałam już od półtorej tygodnia. Pani musiała to wyczytać z moich oczu o czym myślę bo się zaśmiała i odpowiedziała.
-Nie Astrid tym razem nie chodzi o twoje zachowanie, i gratuluje ustanowienia nowego rekordu.- powiedziała z uśmiechem, a ja wstałam podnosząc ręce a cała klasa zaczęła mi klaskać i wiwatować mimo, że ja i Rozi jesteśmy rok młodsze to dobrze się z nimi dogadujemy (dziewczyny poszły rok wcześniej do szkoły).- Chodzi o to, że mamy nowego ucznia w klasie.- wyjaśniła  i jak na zawołanie do klasy wszedł ON.
-Cześć jestem… (dziwię czkawki)- na ten dziwię cała klasa się zaśmiała.
-Siema Czkawka!- krzyknęłam a wszyscy znowu w śmiech, chłopak tylko się uśmiechnął.
-Astrid, przeproś kolegę w tej chwili.- powiedziała trochę zła pani.
-Ale..
-Nie trzeba to i tak lepsze od mojego imienia.- powiedział i uśmiechnął się do pani.
-No dobrze Hortens usiądź.
-Serio stary, rodzice aż tak cię nie kochali.- powiedziałam a cała klasa znowu w śmiech.
-Hofferson ale już do dyrektora.- powiedziała nieźle już zdenerwowana pani.
-No już idę Grzesiek się ucieszy w końcu już półtorej tygodnia u niego nie byłam.- powiedziałam wstając z ławki, gdy już byłam pod drzwiami cała klasa wstała i wszyscy razem uderzyliśmy pięścią w klatkę piersiową (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi) taki nasz rytuał, znak wsparcia zawsze tak robimy jak któreś idzie do dyrcia. Zdziwiony Czkawka patrzył na nas. Drogę do gabinetu znałam już na pamięć, więc bardzo szybko tam doszłam.
-Cześć Roksan, Grzesiu u siebie?- przywitałam sekretarkę z uśmiechem, jestem tu częstym bywalcem więc przeszłyśmy na ty.
-Tak, właśnie rozmawialiśmy o tym, że tak dawno cię u nas nie było.- powiedziała również się uśmiechając. Nie zawracając sobie głowy pukaniem weszłam na chama i rozsiadłam się wygodnie w fotelu.
-Doberek Grzesiu, Monia mnie przysłała.- powiedziałam na pełnym luzie.
- Dzień dobry panno Hoferson.
- Ale ja przecież jestem wodnikiem.- powiedziałam rozbawiona jego miną, zażenowany kontynuował.
-Tak pani Monika już mnie poinformowała o zaistniałej sytuacji. Więc prószże wyjaśnij mi swoje postępowanie.- poprosił ja tylko przewróciłam oczami i zaczęłam się tłumaczyć.
-No, więc szanowny dyrektorze jak pan Horten się przedstawiał to dostał czkawki, więc wymyśliłam mu bardzo kreatywną ksywkę, i jak on stwierdził jest ona od jego imienia. A gdy pani nam go przedstawiła zadałam mu tylko pytanie.
-A czy mogła byś mi powiedzieć jakie to było pytanie?
-Uwaga cytuje ,,stary rodzice, aż tak cię nie kochali?” koniec cytatu.- powiedziałam.
-A wiec tak Astrid masz przeprosić kolegę, dostaniesz uwagę do dziennika uwag i- chwile się zastanawiał aż w końcu wypali- pomożesz w przygotowaniach na najbliższa dyskotekę i nie myśl sobie zadzwonię do wujka.- powiedział no to mam przesrane.
-Mogę już iść?- spytałam z nadzieją.
-Nie ja cie odprowadzę i masz przy mnie go przeprosić, i dopilnuje tego żebyś była na zebraniu komitetu przygotowawczego. –z uśmiechem wskazał na drzwi którymi wyszliśmy.
-Siema Roksan.- uśmiechnęłam się do niej przelotnie.
-Trzymaj się mała.- odpowiedziała również się uśmiechając.
Szliśmy korytarzem w ciszy której nikt nie chciał zakłócić, gdy dotarliśmy do klasy zabrzmiał dzwonek wszyscy wybiegli z klasy został tylko Czkawka i Rozi. Podeszłam do niego razem z dyrciem który odchrząknął dając mi znać, że mam zacząć mówić.
-Przepraszam.- powiedziałam od niechcenia.
-A za co?- spytał chcąc mnie zdenerwować.
-Za to, że wyśmiałam twoje imię, i wymyśliłam tą kreatywną ksywkę i za to, że rano zarzygałam ci buty.- powiedziałam i się sztucznie uśmiechnęłam.
-Spoko ale wiedz, że to były nowe buty.- powiedział i zaczął iść w stronę drzwi. A ja odwróciłam się do dyrektora.
-Siema Grzesiu do zobcia.- powiedziałam i podbiegłam do Roszpunki.- Wiesz jak bardzo cię kocham?- powiedziałam robiąc przesłodką minkę.
-Czego chcesz?- spytała podejrzliwie na co się uśmiechnęłam.
-A czy aj zawsze musze czegoś chcieć?- spytałam a ona na mnie spojrzała poważną miną.- No ok., proszę zgłoś się do komitetu przygotowawczego na dyskotekę. Ploseeeee!!- zrobiłam minkę zbitego pieska wiedząc, że ona nie umie się jej oprzeć.
-No ok. ok.!- ja ze szczęścia rzuciłam się jej na szyję krzycząc ,,DZIĘKI!!!!”.
-Kto ma najlepszą przyjaciółkę we wszechświecie?!?!?!- spytałam retorycznie.
-No oczywiście, że ty!- powiedziała z wielkim bananem na twarzy.
-Strzał w dziesiątkę.- powiedziałam mocno ją przytulając.- Dobra hasajmy na w-f.
-Oki.- ruszyłyśmy korytarzem śmiejąc się i  popychając wpadając na przypadkowych ludzi, mówiąc co jaki czas ,,Sorki”. Gdy dotarłyśmy do szatni gdzie Roszpunka się przebrała a ja jak zawsze zapomniałam stroju. Dziś mieliśmy mieć w-f łączony z chłopakami, tym bardziej nie chciało mi się ćwiczyć. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy ruszyli w stronę sali gimnastycznej. Pani sprawdzała obecność a ja tak się zagadałam z Rozi, że z rozmowy wyciągnął mnie głośny krzyk pani Doroty.
-Hofferson!!- wydarła się zła.
-Czego?- spytałam równie zła, gdyż nasza rozmowa była bardzo ważna, mianowicie dyskutowałyśmy o jej nadchodzących urodzinach a konkretnie o tym co by chciała.- Brak stroju!- ryknęłam.
-O czyli bez zmian.- powiedziała i sprawdzała obecności, a wszyscy się na mnie patrzyli a my wróciłyśmy do rozmowy. Siedziałam sobie grzebiąc w telefonie a pani udawała, że nie widzi siedziałam  sobie już tak z 25 minut, gdy usłyszałam czyjś krzyk.

-MOJA!!!!!!!- poczułam uderzenie piłką a następnie jak ktoś się na mnie przewrócił to ostatnie co pamiętam, potem była już tylko ciemność…

niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 1

Auto…
Zakręt…
Krzyki…
Śnieg…
Krew…
Ogień…
Światła…
Więcej krzyków…


-Aaaaaaaaa!!!!!!!!-znowu to samo, znowu to mi się śni, i znów mam to cholerne poczucie winy, że to moja wina. Ale ja przecież nic nie zrobiłam… no właśnie NIC.
Moje przemyślenia przerwał dziwię wchodzenia po schodach, szybko się położyłam i przykryłam kołdrą udając, że śpię. Moje przeczucie się sprawdziło do mojego pokoju wszedł zalany w 4 dupy wujek, rzucił mi  tylko kpiące spojrzenie i poszedł pić dalej.  Zaczęłam zastanawiać się czemu on taki jest za co mnie tak nienawidzi tak po jakiś 5 minutach zasnęłam.
-Drrrryn drrryn drrryn!!!!-słysząc ten wkurwiający dziwię momentalnie się przebudziłam, spojrzałam na zegar na którym widniała godzina 6:30.
-Uuuuu jak ja nienawidzę szkoły… Dobra czas wstawać- wymamrotałam.
Doszłam do szafy zastanawiając się w co by się tu ubrać…



















Z wybranym zestawem poszłam do łazienki gdzie  wzięłam szybki prysznic , umyłam zęby, zrobiłam sobie kreski i pomalowałam sobie rzęsy. Zarzuciłam plecak na ramie, wzięłam deskę pod pachę i zaczęłam po cichu schodzić po schodach gdy doszłam do salonu nie zaskoczyło mnie to co zobaczyłam,  a mianowicie zalanego wujka śpiącego na fotelu chwyciłam jeszcze tylko jabłko i wyszłam. Rzuciłam deskę na ziemie, wsadziłam słuchawki w uszy  i zaczęłam jechać do szkoły. Szczerze wole być tam niż w domu, jechałam wsłuchując się w muzykę aż do momentu gdy jakiś debli wlazł mi pod koła, przez co miałam bardzo bliskie spotkanie z ziemią, a konkretnie z krawężnikiem.
-Co ty odpierdalasz!?!?!?!?!-zaczęłam się na niego drzeć poczułam coś ciepłego na czole, ale to zignorowałam.
-Sorry, nic ci nie jest?- powiedział chyba zakłopotany wyciągając rękę w moją stronę, dopiero teraz na niego spojrzałam. Moim oczom ukazał się wysoki brunet o zielonych oczach.
-Nie twój zasrany interes!- powiedziałam odtrącając jego rękę, gdy wstałam zakręciło mi się trochę w głowie, już miałam wsiadać na deskę i jechać dalej ale zatrzymała mnie jego ręka na moim ramieniu, którą naturalnie strąciłam.
-Wiesz, nie wyglądasz najlepiej może odprowadzę cię do domu?- spytał z troską?
-Nic mi… -i w tym właśnie momencie  poczułam jak coś podchodzi mi do gardła. Tak dla jaj  obróciłam głowę i zrzygałam się centralnie na jego buty. Jego mina była nie do opisania.-nie jest.
~Perspektywa Czkawki
Wiedziałem, że ta laska zrobiła to specjalnie. Moje nowe buciki!                                                                     
-Sorry.- mówiła to z sarkazmem ale postanowiłem udawać, że go nie wyczułem.
-Choć odprowadzę cię do domu.- na słowo ,,dom’’ w jej oczach coś się zmieniło tak jakby się czegoś wystraszyła czy coś.
-Nie.- urwała rozmowę, wsiadła na deskę i odjechała. Nie zwracałem już na nic uwagi i ruszyłem w stronę domu po inne buty, a następnie do szkoły.
~I znowu powrót do Astrid.
Ale mnie ten debil wkurwił, ale jestem zadowolona z tego co zrobiłam, już dojeżdżałam do szkoły więc zeszłam z deski i wżęłam ją do rąk. Szłam w stronę szafek, aż tu nagle jakiś grubas skoczył mi na plecy.
-Złaź ty pasztecie!- powiedziałam ze śmiechem wiedząc, że to Rozalia.
-Ciebie też miło widzieć.-powiedziała z przekąsem. Odwróciłam się żeby na nią spojrzeć i w tedy prawie pisnęła.- Boże Astrid co ci się stało.
-O co ci chodzi?- spytałam się nie wiedząc o co jej chodzi przecież wszystkie siniaki już mi poschodziły. Wtedy wyciągnęła lusterko, a ja zauważyłam średniej wielkość rozcięcie na czole.- Aaa, to jakiś debil wszedł mi pod koła i się wywaliłam. – uśmiechnęłam się do niej.- Masz może plasterek??
-Nie wiem sprawdzę, ale teraz idziemy do pielęgniarki, żeby ci to oczyściła.- powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Ok, mamo.- powiedziałam naburmuszona.
-A cóż za nieszczęśnik ci się naraził?- spytała ciągnąc mnie za rękę w stronę pokoju pielęgniarki.
-Nie wiem, er wszy raz go na oczy widziałam.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Już dochodziłyśmy do gabinetu pielęgniarki kiedy znów poczułam, że coś podchodzi mi pod gardło, szybko podbiegłam do najbliższego kosza i drugi raz tego dnia puściłam pawia.
-Wszystko ok??- Roszpunka zapytała z troską pokiwałam tylko głową.- Choć szybciej.
Gdy weszłyśmy do gabinetu Rozalia zaczęła szukać czegoś w torbie.
-No więc co ci się stało słonko?- zapytała pani Wanda, szkolna pielęgniarka, uśmiechnęła się zachęcająco i zaczęła oczyszczać mi czoło.
-W drodze do szkoły wpadłam na…
-Mam!!!!- krzyknęła uradowana Roszpunka obie z pielęgniarką na nią spojrzałyśmy.- No co chciałaś plasterek.- powiedziała pokazując mi kolorowy plaster z ,,Kubusiem Puchatkiem” podała mi go z uśmiechem.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się do niej.- No więc jak mówiłam- spojrzałam z wyrzutem na Rozalie która uśmiechnęła się do mnie przepraszająco- spadłam z deskorolki i uderzyłam głową o krawężnik.
- A czy nie kręciło ci się w głowie albo było ci niedobrze?- spytała przyklejając mi plasterek.
-Jak wstawałam to trochę mi się zakręciło w głowie i było mi niedobrze.
-Dobrze słonko jak będziesz się źle czuła, to do mnie przyjdzie a ja cię zwolnię z lekcji i pojedziemy do szpitala na badania. Dobrze?- powiedziała ze swoim nigdy nieschodzącym z twarzy uśmiechem.
-Dobrze. Dziękuje, do widzenia.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej. Wyszłam z Roszpunką i wtedy go zobaczyłam. On chyba mnie też bo zaczął iść w naszym kierunku, zrobiłam szybki w tył zwrot i ciągnąc Rozi za rękę szybkim krokiem zaczęłam się oddalać.
-As co się stało?- zapytała.

-Nic tylko nabrałam ochoty na pójście w tym kierunku.-  Powiedziałam wskazując  palcem w głąb korytarza. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu, powoli zaczęłam się obracać i wtedy na niego spojrzałam  a on patrzył na nią swoimi wielkimi, zielonymi oczami.


Prolog




Miało być dobrze,
a nie jest.
Miałam być szczęśliwa,
a nie jestem.
Życie miało być proste, 
a nie jest.
Mieli mnie wspierać,
ale ich już nie ma,
a mi tak trudno się z tym pogodzić...






--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

To mój pierwszy blog więc z góry strasznie przepraszam za wszelkie błędy i przekleństwa których prawdopodobnie będę używać.

Bochaterowie

     

                                     Astrid Hofferson

Siedemnastolatka, niegdyś wieczna optymistka, zawsze uśmiechnięta, pomocna, przyjazna,  lecz po śmierci rodziców przeżyła załamanie nerwowe. Po tej tragedii  zmieniła się nie do poznania stała się opryskliwa, zimna, nieczuła, agresywna, nikogo do siebie nie dopuszczała. Odtrąciła wszystkich przyjaciół, rodzinę oraz siostrę z którą niegdyś miała świetny kontakt. Kocha kolor czarny i błękitny, anime, pop-corn, muzykę(szczególnie rap), horrory, ogórki kiszone, grę w siatkówkę, piłkę nożną,kosza, taniec oraz jazdę na desce, posiada jedną prawdziwą przyjaciółkę za którą oddała by życie, poznała ją w dość ciekawych okolicznościach.Jej prawnym opiekunem jest jej wujek, który zmienił jej życie w piekło...
 Myśl przewodnia Astrid brzmi ,,Co mnie nie zabije, niech lepiej zacznie uciekać!"







                  Eliza Hofferson

Starsza siostra Astrid, po śmierci rodziców zamieszkała razem ze swoim chłopakiem Jackiem.Na początku starała się uzyskać prawa rodzicielskie nad siostrą, i starała się regularnie z nią widywać ale w końcu dała sobie spokój.
22-latka zawsze uznawana była przez wszystkich za ideał przez co jej siostra czuła się odtrącona. Rodzice zawsze stawiali ją na pierwszym miejscu a reszta rodziny  ją faworyzowała, z  początku trochę jej to przeszkadzało lecz potem zaczęła to wykorzystywać.
Uwielbia kolor różowy, pop-corn, zakupy i romansidła. Nie ma bladego pojęcia co przeżywa jej siostra.

                                                                  
                                                Jacek Froz                                                                                                                                                  Mieszka wraz ze swoją dziewczyną Elizą. Jest zwykłym chłopakiem który marzy o tym by stać się sławny, od 2 lat ma zespół ,,The Vikings'' który założył wraz z kuzynem. 24-latek uwielbia motocykle, kolor czerwony, adrenalinę, zimę i śpiew.


                     Rozalia Sven ,,Roszpunka''                                                                                                                                                                                                                                                   Najlepsza przyjaciółka Astrid. Jest inteligentna, wygadana, troooszkę wredna i ciapkę agresywna. Marzy o zostaniu sławną malarką, kocha sztukę prawie tak samo jak Astrid, jest dla niej jak siostra. Ma na pozór ,,szczęśliwą'' rodzinę gdzie ojciec i  matka są pracoholikami, i mają ją w dupie. Uwielbia kolor szary, hello kity, malowanie paznokci i wesołe miasteczka.
                                                                                              
Hortens Haddock ,,Czkawka''                                                                       19-letni kuzyn a zarazem najlepszy kumpel Jacka, jest najmłodszym członkiem ,,The Vikings".Chłopak od 15 roku życia wychowywał się w rodzinie zastępczej, w której nie było kolorowo ciągle brakowało kasy a jego ,,rodzice'' nawet nie zwracali na niego uwagi. Swoją ksywką zdobył już pierwszego dnia szkoły, gdy podczas przedstawiania się przed całą klasą dostał czkawki, zawsze jej dostaje gdy się stresuje. Kocha kolor biały, anime, jazdę na desce, taniec oraz grę w kosza,nożną i siatkówkę ogólnie sport.
                                                                                                                                                   Julian Król                                                                                                                                                                                                                                                          25-letni członek ,,The Vikings''. Ma młodszą siostrę którą kocha nad życie i nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić jest wobec niej troooszkę nadopiekuńczy. Uwielbia muzykę a szczególnie grę na basie, kolor brązowy, sport i gwiezdne wojny.

                                                                                                                                           Merida Król  ,,Ruda"                                                                                                                                                                                                                                                   Młodsza siostra Julka, wnerwia ją to jaki jej brat jest wobec jej.Jest wesołą 17-latka, optymistycznie patrzy na świat, Uwielbia muzykę, jazdę konna, naturę, kolory, sztukę, w ogóle cały świat i życie. 
                                                                                         Anna Sven
                                                                                            Starsza siostra Roszpunki i jedyna dziewczyna w zespole. 23-latka kocha grę na perkusji, kolor granatowy i zwierzęta. Jest miłą, sympatyczną i wesołą dziewczyną, kocha swoją siostrę lecz tego nie okazuje. Uwielbia spędzać czas ze swoją paczką w której skład wchodzi cały zespół i jej przyjaciółki Eliza, i Merida. Przywykła do tego, że rodzice nie mają dla niej czasu.




I to chyba tyle.