~~Astrid~~
-Cześć.-powiedział
uśmiechając się do mnie.
-Hej,
Rozi możesz nas zostawić na chwilę ja zaraz cię dogonię.- poprosiłam
przyjaciółkę.
-Ok., to
pa.- powiedziała uśmiechnęła się do nas, a następnie poszła w stronę sali w
której mamy teraz lekcje.
-Czego
chcesz?- spytałam odwracając się w jego stronę.
-Nic
chciałem spytać cię czy nic ci nie jest.- powiedział, patrząc na moje czoło
zaśmiał się.- Fajny plaster.- powiedział ledwo powstrzymując się od śmiechu.
-Ha ha
ha bardzo zabawne, ooo nowe buty?- spytałam, a on momentalnie przestał się
chichrać, spojrzał na mnie poważnie i powiedział:
-Wiem,
że zrobiłaś to specjalnie.
-Jaaaa,
coś takiego zrobiłam specjalnie.- powiedziałam z udawanym zaskoczeniem.- Nie
rozśmieszaj mnie, ja przecież nie zrobiła bym tego specjalnie. A teras cześć,
bo zaraz się spóźnię na lekcje.-
powiedziałam i jak na moje zawołanie rozbrzmiał się dzwonek. Szybkim krokiem
poszłam w stronę sali matematycznej.
-Hej As
kto to był?- spytała uśmiechnięta Roszpunka, ja tylko przewróciłam oczami.
-Debil
który dziś aj na mnie wpadł, to przez niego.- powiedziałam pokazując mój jakże
uroczy plasterek.- A co?
-A no
nic, nawet ładny.-powiedziała a ja udałam odruchy wymiotny, i w tym momocie
przyszła nasza pani od matematyki a za razem wychowawczyni.
-Dzień
dobry!- powiedziała cała klasa chórem.
-Dzień
dobry, dziś wyjątkowo zamiast matematyki zrobimy godzinę wychowawczą.-
powiedział, dało się usłyszeć ciche ,,jest”. Podniosłam rękę a pani na mnie
spojrzała dając mi znać żebym mówiła.
-Ale
czemu proszę pani?- spytałam z ciekawości, przecież nic nie przeskrobałam już
od półtorej tygodnia. Pani musiała to wyczytać z moich oczu o czym myślę bo się
zaśmiała i odpowiedziała.
-Nie
Astrid tym razem nie chodzi o twoje zachowanie, i gratuluje ustanowienia nowego
rekordu.- powiedziała z uśmiechem, a ja wstałam podnosząc ręce a cała klasa
zaczęła mi klaskać i wiwatować mimo, że ja i Rozi jesteśmy rok młodsze to
dobrze się z nimi dogadujemy (dziewczyny poszły rok wcześniej do szkoły).-
Chodzi o to, że mamy nowego ucznia w klasie.- wyjaśniła i jak na zawołanie do klasy wszedł ON.
-Cześć
jestem… (dziwię czkawki)- na ten dziwię cała klasa się zaśmiała.
-Siema
Czkawka!- krzyknęłam a wszyscy znowu w śmiech, chłopak tylko się uśmiechnął.
-Astrid,
przeproś kolegę w tej chwili.- powiedziała trochę zła pani.
-Ale..
-Nie
trzeba to i tak lepsze od mojego imienia.- powiedział i uśmiechnął się do pani.
-No
dobrze Hortens usiądź.
-Serio
stary, rodzice aż tak cię nie kochali.- powiedziałam a cała klasa znowu w
śmiech.
-Hofferson
ale już do dyrektora.- powiedziała nieźle już zdenerwowana pani.
-No już
idę Grzesiek się ucieszy w końcu już półtorej tygodnia u niego nie byłam.-
powiedziałam wstając z ławki, gdy już byłam pod drzwiami cała klasa wstała i
wszyscy razem uderzyliśmy pięścią w klatkę piersiową (mam nadzieję, że wiecie o
co mi chodzi) taki nasz rytuał, znak wsparcia zawsze tak robimy jak któreś
idzie do dyrcia. Zdziwiony Czkawka patrzył na nas. Drogę do gabinetu znałam już
na pamięć, więc bardzo szybko tam doszłam.
-Cześć
Roksan, Grzesiu u siebie?- przywitałam sekretarkę z uśmiechem, jestem tu
częstym bywalcem więc przeszłyśmy na ty.
-Tak,
właśnie rozmawialiśmy o tym, że tak dawno cię u nas nie było.- powiedziała
również się uśmiechając. Nie zawracając sobie głowy pukaniem weszłam na chama i
rozsiadłam się wygodnie w fotelu.
-Doberek
Grzesiu, Monia mnie przysłała.- powiedziałam na pełnym luzie.
- Dzień
dobry panno Hoferson.
- Ale ja
przecież jestem wodnikiem.- powiedziałam rozbawiona jego miną, zażenowany
kontynuował.
-Tak
pani Monika już mnie poinformowała o zaistniałej sytuacji. Więc prószże
wyjaśnij mi swoje postępowanie.- poprosił ja tylko przewróciłam oczami i zaczęłam
się tłumaczyć.
-No,
więc szanowny dyrektorze jak pan Horten się przedstawiał to dostał czkawki,
więc wymyśliłam mu bardzo kreatywną ksywkę, i jak on stwierdził jest ona od
jego imienia. A gdy pani nam go przedstawiła zadałam mu tylko pytanie.
-A czy mogła
byś mi powiedzieć jakie to było pytanie?
-Uwaga
cytuje ,,stary rodzice, aż tak cię nie kochali?” koniec cytatu.- powiedziałam.
-A wiec
tak Astrid masz przeprosić kolegę, dostaniesz uwagę do dziennika uwag i- chwile
się zastanawiał aż w końcu wypali- pomożesz w przygotowaniach na najbliższa
dyskotekę i nie myśl sobie zadzwonię do wujka.- powiedział no to mam przesrane.
-Mogę
już iść?- spytałam z nadzieją.
-Nie ja
cie odprowadzę i masz przy mnie go przeprosić, i dopilnuje tego żebyś była na
zebraniu komitetu przygotowawczego. –z uśmiechem wskazał na drzwi którymi
wyszliśmy.
-Siema
Roksan.- uśmiechnęłam się do niej przelotnie.
-Trzymaj
się mała.- odpowiedziała również się uśmiechając.
Szliśmy
korytarzem w ciszy której nikt nie chciał zakłócić, gdy dotarliśmy do klasy
zabrzmiał dzwonek wszyscy wybiegli z klasy został tylko Czkawka i Rozi.
Podeszłam do niego razem z dyrciem który odchrząknął dając mi znać, że mam
zacząć mówić.
-Przepraszam.-
powiedziałam od niechcenia.
-A za
co?- spytał chcąc mnie zdenerwować.
-Za to,
że wyśmiałam twoje imię, i wymyśliłam tą kreatywną ksywkę i za to, że rano
zarzygałam ci buty.- powiedziałam i się sztucznie uśmiechnęłam.
-Spoko
ale wiedz, że to były nowe buty.- powiedział i zaczął iść w stronę drzwi. A ja
odwróciłam się do dyrektora.
-Siema
Grzesiu do zobcia.- powiedziałam i podbiegłam do Roszpunki.- Wiesz jak bardzo
cię kocham?- powiedziałam robiąc przesłodką minkę.
-Czego
chcesz?- spytała podejrzliwie na co się uśmiechnęłam.
-A czy
aj zawsze musze czegoś chcieć?- spytałam a ona na mnie spojrzała poważną miną.-
No ok., proszę zgłoś się do komitetu przygotowawczego na dyskotekę.
Ploseeeee!!- zrobiłam minkę zbitego pieska wiedząc, że ona nie umie się jej
oprzeć.
-No ok.
ok.!- ja ze szczęścia rzuciłam się jej na szyję krzycząc ,,DZIĘKI!!!!”.
-Kto ma
najlepszą przyjaciółkę we wszechświecie?!?!?!- spytałam retorycznie.
-No
oczywiście, że ty!- powiedziała z wielkim bananem na twarzy.
-Strzał
w dziesiątkę.- powiedziałam mocno ją przytulając.- Dobra hasajmy na w-f.
-Oki.-
ruszyłyśmy korytarzem śmiejąc się i popychając
wpadając na przypadkowych ludzi, mówiąc co jaki czas ,,Sorki”. Gdy dotarłyśmy
do szatni gdzie Roszpunka się przebrała a ja jak zawsze zapomniałam stroju.
Dziś mieliśmy mieć w-f łączony z chłopakami, tym bardziej nie chciało mi się
ćwiczyć. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy ruszyli w stronę sali gimnastycznej.
Pani sprawdzała obecność a ja tak się zagadałam z Rozi, że z rozmowy wyciągnął mnie
głośny krzyk pani Doroty.
-Hofferson!!-
wydarła się zła.
-Czego?-
spytałam równie zła, gdyż nasza rozmowa była bardzo ważna, mianowicie
dyskutowałyśmy o jej nadchodzących urodzinach a konkretnie o tym co by chciała.-
Brak stroju!- ryknęłam.
-O czyli
bez zmian.- powiedziała i sprawdzała obecności, a wszyscy się na mnie patrzyli
a my wróciłyśmy do rozmowy. Siedziałam sobie grzebiąc w telefonie a pani
udawała, że nie widzi siedziałam sobie
już tak z 25 minut, gdy usłyszałam czyjś krzyk.
-MOJA!!!!!!!-
poczułam uderzenie piłką a następnie jak ktoś się na mnie przewrócił to
ostatnie co pamiętam, potem była już tylko ciemność…