niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 1

Auto…
Zakręt…
Krzyki…
Śnieg…
Krew…
Ogień…
Światła…
Więcej krzyków…


-Aaaaaaaaa!!!!!!!!-znowu to samo, znowu to mi się śni, i znów mam to cholerne poczucie winy, że to moja wina. Ale ja przecież nic nie zrobiłam… no właśnie NIC.
Moje przemyślenia przerwał dziwię wchodzenia po schodach, szybko się położyłam i przykryłam kołdrą udając, że śpię. Moje przeczucie się sprawdziło do mojego pokoju wszedł zalany w 4 dupy wujek, rzucił mi  tylko kpiące spojrzenie i poszedł pić dalej.  Zaczęłam zastanawiać się czemu on taki jest za co mnie tak nienawidzi tak po jakiś 5 minutach zasnęłam.
-Drrrryn drrryn drrryn!!!!-słysząc ten wkurwiający dziwię momentalnie się przebudziłam, spojrzałam na zegar na którym widniała godzina 6:30.
-Uuuuu jak ja nienawidzę szkoły… Dobra czas wstawać- wymamrotałam.
Doszłam do szafy zastanawiając się w co by się tu ubrać…



















Z wybranym zestawem poszłam do łazienki gdzie  wzięłam szybki prysznic , umyłam zęby, zrobiłam sobie kreski i pomalowałam sobie rzęsy. Zarzuciłam plecak na ramie, wzięłam deskę pod pachę i zaczęłam po cichu schodzić po schodach gdy doszłam do salonu nie zaskoczyło mnie to co zobaczyłam,  a mianowicie zalanego wujka śpiącego na fotelu chwyciłam jeszcze tylko jabłko i wyszłam. Rzuciłam deskę na ziemie, wsadziłam słuchawki w uszy  i zaczęłam jechać do szkoły. Szczerze wole być tam niż w domu, jechałam wsłuchując się w muzykę aż do momentu gdy jakiś debli wlazł mi pod koła, przez co miałam bardzo bliskie spotkanie z ziemią, a konkretnie z krawężnikiem.
-Co ty odpierdalasz!?!?!?!?!-zaczęłam się na niego drzeć poczułam coś ciepłego na czole, ale to zignorowałam.
-Sorry, nic ci nie jest?- powiedział chyba zakłopotany wyciągając rękę w moją stronę, dopiero teraz na niego spojrzałam. Moim oczom ukazał się wysoki brunet o zielonych oczach.
-Nie twój zasrany interes!- powiedziałam odtrącając jego rękę, gdy wstałam zakręciło mi się trochę w głowie, już miałam wsiadać na deskę i jechać dalej ale zatrzymała mnie jego ręka na moim ramieniu, którą naturalnie strąciłam.
-Wiesz, nie wyglądasz najlepiej może odprowadzę cię do domu?- spytał z troską?
-Nic mi… -i w tym właśnie momencie  poczułam jak coś podchodzi mi do gardła. Tak dla jaj  obróciłam głowę i zrzygałam się centralnie na jego buty. Jego mina była nie do opisania.-nie jest.
~Perspektywa Czkawki
Wiedziałem, że ta laska zrobiła to specjalnie. Moje nowe buciki!                                                                     
-Sorry.- mówiła to z sarkazmem ale postanowiłem udawać, że go nie wyczułem.
-Choć odprowadzę cię do domu.- na słowo ,,dom’’ w jej oczach coś się zmieniło tak jakby się czegoś wystraszyła czy coś.
-Nie.- urwała rozmowę, wsiadła na deskę i odjechała. Nie zwracałem już na nic uwagi i ruszyłem w stronę domu po inne buty, a następnie do szkoły.
~I znowu powrót do Astrid.
Ale mnie ten debil wkurwił, ale jestem zadowolona z tego co zrobiłam, już dojeżdżałam do szkoły więc zeszłam z deski i wżęłam ją do rąk. Szłam w stronę szafek, aż tu nagle jakiś grubas skoczył mi na plecy.
-Złaź ty pasztecie!- powiedziałam ze śmiechem wiedząc, że to Rozalia.
-Ciebie też miło widzieć.-powiedziała z przekąsem. Odwróciłam się żeby na nią spojrzeć i w tedy prawie pisnęła.- Boże Astrid co ci się stało.
-O co ci chodzi?- spytałam się nie wiedząc o co jej chodzi przecież wszystkie siniaki już mi poschodziły. Wtedy wyciągnęła lusterko, a ja zauważyłam średniej wielkość rozcięcie na czole.- Aaa, to jakiś debil wszedł mi pod koła i się wywaliłam. – uśmiechnęłam się do niej.- Masz może plasterek??
-Nie wiem sprawdzę, ale teraz idziemy do pielęgniarki, żeby ci to oczyściła.- powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Ok, mamo.- powiedziałam naburmuszona.
-A cóż za nieszczęśnik ci się naraził?- spytała ciągnąc mnie za rękę w stronę pokoju pielęgniarki.
-Nie wiem, er wszy raz go na oczy widziałam.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Już dochodziłyśmy do gabinetu pielęgniarki kiedy znów poczułam, że coś podchodzi mi pod gardło, szybko podbiegłam do najbliższego kosza i drugi raz tego dnia puściłam pawia.
-Wszystko ok??- Roszpunka zapytała z troską pokiwałam tylko głową.- Choć szybciej.
Gdy weszłyśmy do gabinetu Rozalia zaczęła szukać czegoś w torbie.
-No więc co ci się stało słonko?- zapytała pani Wanda, szkolna pielęgniarka, uśmiechnęła się zachęcająco i zaczęła oczyszczać mi czoło.
-W drodze do szkoły wpadłam na…
-Mam!!!!- krzyknęła uradowana Roszpunka obie z pielęgniarką na nią spojrzałyśmy.- No co chciałaś plasterek.- powiedziała pokazując mi kolorowy plaster z ,,Kubusiem Puchatkiem” podała mi go z uśmiechem.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się do niej.- No więc jak mówiłam- spojrzałam z wyrzutem na Rozalie która uśmiechnęła się do mnie przepraszająco- spadłam z deskorolki i uderzyłam głową o krawężnik.
- A czy nie kręciło ci się w głowie albo było ci niedobrze?- spytała przyklejając mi plasterek.
-Jak wstawałam to trochę mi się zakręciło w głowie i było mi niedobrze.
-Dobrze słonko jak będziesz się źle czuła, to do mnie przyjdzie a ja cię zwolnię z lekcji i pojedziemy do szpitala na badania. Dobrze?- powiedziała ze swoim nigdy nieschodzącym z twarzy uśmiechem.
-Dobrze. Dziękuje, do widzenia.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej. Wyszłam z Roszpunką i wtedy go zobaczyłam. On chyba mnie też bo zaczął iść w naszym kierunku, zrobiłam szybki w tył zwrot i ciągnąc Rozi za rękę szybkim krokiem zaczęłam się oddalać.
-As co się stało?- zapytała.

-Nic tylko nabrałam ochoty na pójście w tym kierunku.-  Powiedziałam wskazując  palcem w głąb korytarza. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu, powoli zaczęłam się obracać i wtedy na niego spojrzałam  a on patrzył na nią swoimi wielkimi, zielonymi oczami.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz