wtorek, 3 maja 2016

Rozdział 4

~~Eliza~~
Właśnie chasałam sobie z Annom po sklepach gdy zadzwonił do mnie Jacek.
~~Rozmowa telefoniczna~~
-Hej kochanie co jest?- spytałam jak zawsze wesoło.
-Wiesz….- wyczułam, że coś go niepokoi  i boi mi się to powiedzieć.
-Wal prosto z mostu.- powiedziałam pewnie lecz w środku bałam się tego co usłyszę.
-Wiesz bo jest taka sprawa,- zwlekał z powiedzeniem mi tego- dobra As jest w szpitalu i jest potrzebna zgoda jej opiekuna na leczenie ale nie można dodzwonić się do waszego wujka.- mówił tak szybko, że ledwo nadążałam.
-Jak to w szpitalu!?!?!?!? Którym!?!?!?!? I co ty tam robisz!?!?!?!?- krzyczałam zszokowana do telefonu.
-Normalnie. Tym w centrum. Wyjaśnię ci jak przyjedziesz.- dalej nie słuchałam tylko się rozłączyłam i zaczęłam pędzić w stronę parkingu.
-Eli zaczekaj, co się stało!?!?!?- krzyczała za mną Anka.
-Moja siostra jest w szpitalu!!!- krzyknęłam bliska płaczu.
-Daj kluczyki.- zarządziła.
-Czemu???
-Nie pozwolę ci prowadzić w takim stanie.- prawie krzyknęła, miała rację byłam roztrzęsiona i ledwo co widziałam przez łzy zbierające się w moich oczach już bez zbędnych protestów dałam je kluczyki. Wsiadłyśmy do auta i jechałyśmy z 10 minut, które wydawały mi się wiecznością, mimo iż nie miałam kontaktu z Astrid to byłyśmy siostrami i bardzo ją kochałam i się o nią martwiłam, każdego dnia myślałam co tam u niej słychać. Wielokrotnie chlałam się z nią spotkać ale albo brakło mi odwagi aby do niej iść, albo nie odbierała, albo jej nie było w domu, albo wujek mi zabraniał, właśnie ciekawe czemu nie można się do niego dodzwonić moje rozmyślania zakończyłam gdy ujrzała zarys budynku szpitala. Wbiegłam tak jak opętana wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatkę ale ja to miałam w głębokim poważaniu.
-Gdzie ona jest?!?!?!?!Astrid Hofferson!!!- zaczęłam się wydzierać na zdziwioną recepcjonistkę.
-Sala numer 67 2 piętro- powiedziała lekko przestraszonym głosem, szybko zaczęłam biec w stronę sali gdzie leżała moja siostra kontem oka zauważyłam biegnącą za mną Ankę. Gdy dobiegłam pod sale zobaczyłam Jacka ubranego trochę jak menel,                 Czkawkę i jakąś dziewczynę podeszłam do mojego chłopaka i zaczęłam wywiad.
-Co jej się stało?!?!? W co tyś się ubrał, wież przecież, że cię kocham ale wyglądasz w tym jak jakiś menel?!?!?!Co ty tu robisz?!?!?Co on tu robi?!?!?Kim ona jest?!?!?Gdzie jest lekarz!?!?!?!?Wiadomo co z nią?!?!?- zadawałam pytania z prędkością siwiała.
-Miała wypadek na W-fie. Miałem udawać jej wujka, dzięki za komplement. To on spowodował ten wypadek. To Rozi jej przyjaciółka. Nie wiem. Nie chcą nam powiedzieć.-odpowiedział równie szybko i uśmiechnął się do mnie. Kiedy usłyszałam, że to przez Czkawkę ona tu leży zaczęłam powoli do niego podchodzić, a kiedy byłam już wystarczająco blisko wysyczałam przez zaciśnięte zęby i ze łzami w oczach.
-Jeżeli jej coś się stanie przez ciebie to własnoręcznie cię uduszę!!!- mówiłam uderzając palcem w jego klatkę piersiową.
-O Boże już nierób z siebie takiej idealnej siostrzyczki, najpierw masz ją w dupie, a teraz niby taka idealna, kochająca siostrzyczka się znalazła!!!  Nawet nie wiesz ile ona się przez ciebie wycierpiała, ile się napłakała i ile razy mi mówiła, że nikt się nią nie interesuje, że dla nikogo nie jest ważna, że wszyscy mają ją gdzieś, i  że nikt by nie zauważył jakby zniknęła!!! A gdzie ty byłaś jak groził jej poprawczak, jak na siłę trzeba było ją wyciągać z domu,  jak umarli wasi rodzice i jak miała depresje no gdzie ty byłaś!?!?!?!?- nic nie odpowiedziałam, bo miała rację gdzie ja byłam, zostawiłam własną siostrę.
~~Rozalia~~
Nie mogłam wytrzymać i w końcu wygarnęłam tej całej Elizie co o niej myślę. Ale na serio jak można zostawić własną siostrę na pastwę losu. Już otwierałam usta, żeby powiedzieć jeszcze coś ale wtedy usłyszałam głos którego tak nienawidzę, kolejna kochająca siostra.
-Rozalia czy ty nie powinnaś być w szkole???
-A co cię to k***a interesuje???
-Uważaj na słownictwo młoda, a teraz odpowiedz mi na pytanie.- zażądała.
-Może powinnam, może nie powinnam, ale mnie w niej nie ma.- odpowiedziałam denerwując ją, kocham patrzeć jak się wścieka.
-Tyle to ja widzę, ale dlaczego cię w niej nie ma??
-A ty byś siedziała w szkole jak twoja najlepsza przyjaciółka leży nieprzytomna w szpitalu???- spytałam retorycznie. Nic więcej już nie powiedziała.
~~Eliza~~
Przysłuchiwałam się rozmowie Anny i jej siostry, ale nadal nic nie mówiłam myśląc nad słowami Rozalii.
-Masz racje. Dziękuje ci, że przy niej byłaś.- powiedziałam szeptem w stronę Rozi lekko się do niej uśmiechając. Ona tylko na mnie spojrzała i odwzajemniła uśmiech. Pewnie stali byśmy w ciszy dalej gdybym nie zauważyłam lekarza do którego w mgnieniu oka podbiegłam.
-Co z Astrid?
-A kim pani jest?- spytał nawet na mnie nie patrząc.
-Ja jestem jej siostrą.
-Ale nie jest pani jej prawnym opiekunem.- powiedział zerkając na mnie, a ja już nie wytrzymałam i wybuchłam.
-Gadaj gościu co z moją siostrą bo nie ręczę za siebie!- krzyknęłam na niego wściekła, już miałam go uderzyć ale poczułam czyjeś ręce na moich ramionach.

-Ależ proszę pana to jest przecież jej siostra. Niestety ale ich wujek jest poza zasięgiem, więc skoro go tu nie ma to czy jej siostra, najbliższa rodzina, nie może dowiedzieć się w jakim stanie jest jej młodsza siostrzyczka.- próbował przekonać go Czkawka pięknie się do niego uśmiechając. Ale po chwili uśmiech zszedł mu z twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz