czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 5

~~Astrid~~
Ciemność wszędzie, otacza mnie ze wszystkich stron, nagle pojawiają się setki drzwi. Niektóre były ciemne, inne jasne, niektóre  jakby stare i poniszczone, a inne zaś jakby nowe, zadbane. Z czystej ciekawości otwieram jedne z nich, okazały się to być masywne, bardzo ciemne niemalże czarne drzwi. Wychylam głowę z za nich i zobaczyłam tam siebie  wchodzącą do domu, zdziwiona zaczęłam iść w ślady mnie samej (mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi) i równo z nią weszłam do domu, zastałam tam pijącego, już niemile schlanego do nieprzytomności, wujka.
-Może wreszcie byś przestał pić, ilekroć wracam do domu widzie cię zalanego w 4 dupy!!!!- zaczęła wydzierać się na wujka (ja z tej wizji). On nieźle wkurwiony zaczął do mnie podchodzić, stanęłam z trzy kroki przed wujkiem i zaczęłam mówić.
-Uspokój się czło…..- nie dokończyłam bo on przeszedł prze zemnie, właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to już kiedyś się działo i, że to tylko wspomnienia z którymi nic nie mogłam zrobić nic innego jak tylko patrzeć  na to wszystko.
-Co ty sobie myślisz gówniaro!- zaczął krzyczeć, łapiąc ją za włosy. Wraz z wspomnieniem przyszedł ból więc automatycznie złapałam się za głowę.- To ja cię k***a przygarniam po śmierci rodziców, utrzymuję cię,  a ty mi jeszcze pyskujesz!?!?!
Widziałam tą wściekłości w jego oczach, i strach w jej, moich oczach. Następnie wujek jeszcze mocniej złapała za moje włosy, zamachnął się i uderzył moją głową z całej siły w ścianę. Znów czułam ten paraliżujący strach połączony z przeraźliwym bólem, tą pieprzoną bezradność. Widziałam jak on ją kopie łamiąc jej przy tym 2 żebra i na koniec pluje jej prosto w twarz, a co robiłam ja, kuliłam się w rogu zaciskając oczy błagając by przestał by to już się skończyło.
I tak się stało, zobaczyłam dwie małe dziewczynki beztrosko biegające po podwórku, a na huśtawce niedaleko siedzieli ich rodzice pochłonięci rozmową do czasu do czasu spoglądając na dzieci. Pamiętałam ten dzień, tego dnia wraz z Elizą znalazłyśmy małego kotka.
-Pać Lizia coś lusa się w ksakach.
-Poczekaj zawołam rodziców.
-Dobla.- uśmiechnęłam się pamiętam, że wtedy nie poczekałam na rodziców i Elizę, tylko sama wlazłam w te krzaki rozdzierając sobie swoją ulubioną białą sukienkę i policzek.- Lizia tu jest kotecek!!!- krzyczałam biegnąc z kotem na rękach w stronę rodziców.- Mamusiu możemy go zatsymać, będzie  spac ze mną w łuzecku!!!- krzyczałam podekscytowana.
-No właśnie mamusiu prosimy!!!!- dołączyła się Eliza.
-Ale dziewczynki jego właściciele na pewno się o niego martwią. No dobra zrobimy tak, kotek zostanie u nas dopóki właściciele się po niego nie zjawią. Więc trzeba przygotować ulotki a jutro wraz z tatą rozniesiecie je po mieście.
-TAK!!!!!!!!- krzyczałyśmy rzucając się rodzicom na szyję. Niestety trzy dni później przyszedł po niego jego właściciel. Uśmiechałam się sama do siebie marząc by to wspomnienie trwało wiecznie ale niestety, nic nie może wiecznie trwać.
Rozbłysło się siwiało, a ja zobaczyłam strasznie jasny korytarz a na jego końcu stała moja mama, ta radosna, opiekuńcza, kochana mama którą zapamiętałam.
-Mama…- wyszeptałam  a ona się na mnie spojrzała i uśmiechnęła, ruszyłam biegiem w jej stronę by chwilę później znów znajdować się w jej ramionach.- Mamusiu.- zaczęłam płakać, nie to za mało powiedziane, zaczęłam ryczeć.
-Witaj kochanie.- powiedziała swym melodyjnym głosem tuląc minie do siebie.- Wiem skarbie jak dużo przeszłaś ale musisz być silna, zrób to dla mnie i dla taty, i pamiętaj zawsze będziemy was kochać.- mówiła to tak spokojnie, a ja w tym czasie dalej płakałam ale już byłam spokojniejsza. A wtedy mama zaczęła znikać.
-NIE MAMO NIE ZOSTAWJAJ MNIE, NIE RÓB MI TEGO ZNOWU!!!!!- krzyczałam ale na nic bo ona już znikła uśmiechając się do mnie.- NIE JA NIECHCE TAM WRACAĆ JA CHCE TU ZOSTAĆ RAZEM Z MAMĄ!!!!- na nowo zaczęłam ryczeć padając na kolana, nagle poczułam malutką dłoń na swoim ramieniu, a gdy podniosłam wzrok ujrzałam 5 letnią mnie.
-Plose nie placz, obiecuje ze zajmę się mamusią. A ty musisz tam wlócić  masz jeszcze duzo do zrobienia i obiecuje ci, ze później będzie lepiej zaufaj mi.-powiedziała cały czas się uśmiechając.

-Dziękuję!!!!-powiedziałam przytulając tą kruszynkę, kiedy ona zniknęła wszędzie pojawiła się nicości. Nagle poczułam jak znikam a nicości zastąpił ból…

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeżeli ktokolwiek czyta tego bloga i czekał na rozdział (w co wątpię) to przepraszam, rozdział był już dawno gotowy tylko dostałam lenia i nie chciało mi się go wrzucić na bloga. O-O

wtorek, 3 maja 2016

Rozdział 4

~~Eliza~~
Właśnie chasałam sobie z Annom po sklepach gdy zadzwonił do mnie Jacek.
~~Rozmowa telefoniczna~~
-Hej kochanie co jest?- spytałam jak zawsze wesoło.
-Wiesz….- wyczułam, że coś go niepokoi  i boi mi się to powiedzieć.
-Wal prosto z mostu.- powiedziałam pewnie lecz w środku bałam się tego co usłyszę.
-Wiesz bo jest taka sprawa,- zwlekał z powiedzeniem mi tego- dobra As jest w szpitalu i jest potrzebna zgoda jej opiekuna na leczenie ale nie można dodzwonić się do waszego wujka.- mówił tak szybko, że ledwo nadążałam.
-Jak to w szpitalu!?!?!?!? Którym!?!?!?!? I co ty tam robisz!?!?!?!?- krzyczałam zszokowana do telefonu.
-Normalnie. Tym w centrum. Wyjaśnię ci jak przyjedziesz.- dalej nie słuchałam tylko się rozłączyłam i zaczęłam pędzić w stronę parkingu.
-Eli zaczekaj, co się stało!?!?!?- krzyczała za mną Anka.
-Moja siostra jest w szpitalu!!!- krzyknęłam bliska płaczu.
-Daj kluczyki.- zarządziła.
-Czemu???
-Nie pozwolę ci prowadzić w takim stanie.- prawie krzyknęła, miała rację byłam roztrzęsiona i ledwo co widziałam przez łzy zbierające się w moich oczach już bez zbędnych protestów dałam je kluczyki. Wsiadłyśmy do auta i jechałyśmy z 10 minut, które wydawały mi się wiecznością, mimo iż nie miałam kontaktu z Astrid to byłyśmy siostrami i bardzo ją kochałam i się o nią martwiłam, każdego dnia myślałam co tam u niej słychać. Wielokrotnie chlałam się z nią spotkać ale albo brakło mi odwagi aby do niej iść, albo nie odbierała, albo jej nie było w domu, albo wujek mi zabraniał, właśnie ciekawe czemu nie można się do niego dodzwonić moje rozmyślania zakończyłam gdy ujrzała zarys budynku szpitala. Wbiegłam tak jak opętana wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatkę ale ja to miałam w głębokim poważaniu.
-Gdzie ona jest?!?!?!?!Astrid Hofferson!!!- zaczęłam się wydzierać na zdziwioną recepcjonistkę.
-Sala numer 67 2 piętro- powiedziała lekko przestraszonym głosem, szybko zaczęłam biec w stronę sali gdzie leżała moja siostra kontem oka zauważyłam biegnącą za mną Ankę. Gdy dobiegłam pod sale zobaczyłam Jacka ubranego trochę jak menel,                 Czkawkę i jakąś dziewczynę podeszłam do mojego chłopaka i zaczęłam wywiad.
-Co jej się stało?!?!? W co tyś się ubrał, wież przecież, że cię kocham ale wyglądasz w tym jak jakiś menel?!?!?!Co ty tu robisz?!?!?Co on tu robi?!?!?Kim ona jest?!?!?Gdzie jest lekarz!?!?!?!?Wiadomo co z nią?!?!?- zadawałam pytania z prędkością siwiała.
-Miała wypadek na W-fie. Miałem udawać jej wujka, dzięki za komplement. To on spowodował ten wypadek. To Rozi jej przyjaciółka. Nie wiem. Nie chcą nam powiedzieć.-odpowiedział równie szybko i uśmiechnął się do mnie. Kiedy usłyszałam, że to przez Czkawkę ona tu leży zaczęłam powoli do niego podchodzić, a kiedy byłam już wystarczająco blisko wysyczałam przez zaciśnięte zęby i ze łzami w oczach.
-Jeżeli jej coś się stanie przez ciebie to własnoręcznie cię uduszę!!!- mówiłam uderzając palcem w jego klatkę piersiową.
-O Boże już nierób z siebie takiej idealnej siostrzyczki, najpierw masz ją w dupie, a teraz niby taka idealna, kochająca siostrzyczka się znalazła!!!  Nawet nie wiesz ile ona się przez ciebie wycierpiała, ile się napłakała i ile razy mi mówiła, że nikt się nią nie interesuje, że dla nikogo nie jest ważna, że wszyscy mają ją gdzieś, i  że nikt by nie zauważył jakby zniknęła!!! A gdzie ty byłaś jak groził jej poprawczak, jak na siłę trzeba było ją wyciągać z domu,  jak umarli wasi rodzice i jak miała depresje no gdzie ty byłaś!?!?!?!?- nic nie odpowiedziałam, bo miała rację gdzie ja byłam, zostawiłam własną siostrę.
~~Rozalia~~
Nie mogłam wytrzymać i w końcu wygarnęłam tej całej Elizie co o niej myślę. Ale na serio jak można zostawić własną siostrę na pastwę losu. Już otwierałam usta, żeby powiedzieć jeszcze coś ale wtedy usłyszałam głos którego tak nienawidzę, kolejna kochająca siostra.
-Rozalia czy ty nie powinnaś być w szkole???
-A co cię to k***a interesuje???
-Uważaj na słownictwo młoda, a teraz odpowiedz mi na pytanie.- zażądała.
-Może powinnam, może nie powinnam, ale mnie w niej nie ma.- odpowiedziałam denerwując ją, kocham patrzeć jak się wścieka.
-Tyle to ja widzę, ale dlaczego cię w niej nie ma??
-A ty byś siedziała w szkole jak twoja najlepsza przyjaciółka leży nieprzytomna w szpitalu???- spytałam retorycznie. Nic więcej już nie powiedziała.
~~Eliza~~
Przysłuchiwałam się rozmowie Anny i jej siostry, ale nadal nic nie mówiłam myśląc nad słowami Rozalii.
-Masz racje. Dziękuje ci, że przy niej byłaś.- powiedziałam szeptem w stronę Rozi lekko się do niej uśmiechając. Ona tylko na mnie spojrzała i odwzajemniła uśmiech. Pewnie stali byśmy w ciszy dalej gdybym nie zauważyłam lekarza do którego w mgnieniu oka podbiegłam.
-Co z Astrid?
-A kim pani jest?- spytał nawet na mnie nie patrząc.
-Ja jestem jej siostrą.
-Ale nie jest pani jej prawnym opiekunem.- powiedział zerkając na mnie, a ja już nie wytrzymałam i wybuchłam.
-Gadaj gościu co z moją siostrą bo nie ręczę za siebie!- krzyknęłam na niego wściekła, już miałam go uderzyć ale poczułam czyjeś ręce na moich ramionach.

-Ależ proszę pana to jest przecież jej siostra. Niestety ale ich wujek jest poza zasięgiem, więc skoro go tu nie ma to czy jej siostra, najbliższa rodzina, nie może dowiedzieć się w jakim stanie jest jej młodsza siostrzyczka.- próbował przekonać go Czkawka pięknie się do niego uśmiechając. Ale po chwili uśmiech zszedł mu z twarzy.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 3

~~Czkawka~~
-MOJA!!!!!!- krzyczałem rzucając się na piłkę, niestety nie zdążyłem wyhamować i wpadłem na Astrid która siedziała na ławce. Najpierw uderzyła ją piłka a następnie wpadłem na nią i zrzuciłem z ławki lecąc razem z nią na ziemię. Zmartwiona wuefistka i cała klasa szybko do nas podbiegła.
-Nic wam nie jest???- spytała zmartwiona.
-Mi nic nie jest, tylko nadgarstek mnie trochę boli. A tobie coś jest?- spytałem i spojrzałem na Astrid, która leżała na ziemi nie ruszając się. Szturchnąłem ją kilka razy ale ona nie reagowała, pani do niej podeszła mówiła coś do  i szturchała ją ale ona nic, kazała komuś iść po pielęgniarkę która przybiegła jakieś 3 minuty później. Karetka przyjechała po 10 minutach jeden z ratowników podszedł do nasz a pozostała dwójka wkładali ją na nosze.
-Co dokładnie się stało?- spytał i spojrzał na mnie, konkretnie na mój nadgarstek który trochę spuchł.- Co ci się stało w tą rękę?
-A nic tylko jak spadłem z koleżanką z ławki to zaczął mnie boleć.- wyjaśniłem wskazując na nieprzytomną dziewczynę.
-Ok, to też pojedziesz z nami to zrobimy prześwietlenie.- powiedział pokazując mi gestem dłoni żebym szedł za nim tak też zrobiłem gdy dochodziliśmy do karetki usłyszałem krzyki Rozalii BFF Astrid.
-Ja jad ę razem z nią!!!- krzyczała ze łzami w oczach w skazując na karetkę.
-Nie jest pani nikim z rodziny.- odpowiedział ratownik.
-Ale….
-Nie ma żadnego ale.- odpowiedział surowo, zrobiło mi się jej żal więc postanowiłem jej pomóc.
-Ale ona jest moją dziewczyną mogła by pojechać ze mną?- spytałem puszczając jej oczko ona uśmiechnęła się do mnie wdzięcznie i z udawaną troską spytała.
-Kochanie co ci się stało?- spytała podbiegając do mnie.
-Nic takiego.- powiedziałem i spojrzałem prosząco na ratowników.
-Dobrze może jechać ale szybko.- powiedział i kazał nam wsiadać.
~~w szpitalu~~
Gdy tyko dojechaliśmy do szpitala ratownicy wyciągnęli nadal nieprzytomną Astrid i zaczęli coś krzyczeć do lekarza który już czekał. Ja i Rozi szliśmy za nimi ale przed drzwiami zatrzymała nas pielęgniarka mnie zaprowadziła do pokoju z rentgenem, a Roszpunce kazała zaczekać i zadzwonić po prawnego opiekuna Astrid. Po prześwietleniu okazało się, że to tylko zwichnięcie. Założyli mi gips i w zasadzie mogłem już sobie pójść, jednak czułem się winny temu, że As przeze mnie jest w szpitalu więc postanowiłem, że zostanę.
-I co wiadomo co z nią?- spytałem podchodząc do Rozi.
-Lekarze nie chcą mi nic powiedzieć i nie mogę dodzwonić się do jej wujka.- powiedziała z rozpaczą w głosie.
-Poczekaj zadzwonię po kogoś kto nam na stówę  pomoże.- powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej, a ona tylko pokiwała głową. Odszedłem parę kroków i wybrałem numer do Jacka.
~rozmowa telefoniczna~
-Czego k***a!!!- wrzasnął  nieźle wkurwiony.
-Czy ja zawsze muszę czegoś chcieć??- spytałem czekając na odpowiedzi która nie nadchodziła więc zacząłem.- Wiesz jak bardzo cię kocham???
-Wal prosto z mostu co odwaliłeś.
-Dobra, przyjedź do szpitala, tego w centrum tylko weź ubierz się w jakiś sweter czy coś no wież, żebyś wyglądał na starszego.
-Ok., a co z tego będę  miał??
-Dozgonną wdzięczności swojego  najukochańszego kuzyna??- spytałem zero odpowiedzi.- Dobra, a czego chcesz?
-Stawiasz mi i Elizie kolacje.
-Ok….- odpowiedziałem z rezygnacją.
-Będę za 10 minut.
~koniec~
-I co?- spytała z nadzieją Roszpunka.
-Będzie za 10 minut.- powiedziałem i razem czekaliśmy ciszy, aż dostałem esa od Jacka który pytał gdzie konkretnie jesteśmy odpisałem, że zaraz po niego przyjdę.- Dobra lecę po nasze wsparcie.- oznajmiłem i zacząłem iść w stronę wejścia głównego, gdy tylko go zobaczyłem z trudem powstrzymywałem śmiech.
-Stary w coś ty się ubrał?- spytałem i już się nie powstrzymywałem tylko śmiałem się na cały regulator.
-Weź się już zamknij i mów co mam robić?- spytał i zaczęliśmy iść w stronę Sali w której leżała Astrid.
-Wiesz miałem taki tyć wypadek. A teraz taka jedna jest  przeze mnie nieprzytomna, a ty będziesz udawał jej wujka do którego nie możemy się dodzwonić.
-Spoko a jak się nazywa ta laska?
-Astrid Hofferson.
-Stary nie mówiłeś mi, że chodzi o siostrę Elizki.- powiedział a mnie zatkało. Astrid ta wredna, pyskata, niemiła  dziewczyna to siostra Elizy takiej  miłej, pomocnej, wesołej istotki.
-Ale…
-Dobra to ja zadzwonię do Elizy niech ona tu przyjedzie.
-Spoko a teraz już chodzi.


środa, 23 marca 2016

Rozdział 2

~~Astrid~~
-Cześć.-powiedział uśmiechając się do mnie.
-Hej, Rozi możesz nas zostawić na chwilę ja zaraz cię dogonię.- poprosiłam przyjaciółkę.
-Ok., to pa.- powiedziała uśmiechnęła się do nas, a następnie poszła w stronę sali w której mamy teraz lekcje.
-Czego chcesz?- spytałam odwracając się w jego stronę.
-Nic chciałem spytać cię czy nic ci nie jest.- powiedział, patrząc na moje czoło zaśmiał się.- Fajny plaster.- powiedział ledwo powstrzymując się od śmiechu.
-Ha ha ha bardzo zabawne, ooo nowe buty?- spytałam, a on momentalnie przestał się chichrać, spojrzał na mnie poważnie i powiedział:
-Wiem, że zrobiłaś to specjalnie.
-Jaaaa, coś takiego zrobiłam specjalnie.- powiedziałam z udawanym zaskoczeniem.- Nie rozśmieszaj mnie, ja przecież nie zrobiła bym tego specjalnie. A teras cześć, bo zaraz się spóźnię  na lekcje.- powiedziałam i jak na moje zawołanie rozbrzmiał się dzwonek. Szybkim krokiem poszłam w stronę sali matematycznej.
-Hej As kto to był?- spytała uśmiechnięta Roszpunka, ja tylko przewróciłam oczami.
-Debil który dziś aj na mnie wpadł, to przez niego.- powiedziałam pokazując mój jakże uroczy plasterek.- A co?
-A no nic, nawet ładny.-powiedziała a ja udałam odruchy wymiotny, i w tym momocie przyszła nasza pani od matematyki a za razem wychowawczyni.
-Dzień dobry!- powiedziała cała klasa chórem.
-Dzień dobry, dziś wyjątkowo zamiast matematyki zrobimy godzinę wychowawczą.- powiedział, dało się usłyszeć ciche ,,jest”. Podniosłam rękę a pani na mnie spojrzała dając mi znać żebym mówiła.
-Ale czemu proszę pani?- spytałam z ciekawości, przecież nic nie przeskrobałam już od półtorej tygodnia. Pani musiała to wyczytać z moich oczu o czym myślę bo się zaśmiała i odpowiedziała.
-Nie Astrid tym razem nie chodzi o twoje zachowanie, i gratuluje ustanowienia nowego rekordu.- powiedziała z uśmiechem, a ja wstałam podnosząc ręce a cała klasa zaczęła mi klaskać i wiwatować mimo, że ja i Rozi jesteśmy rok młodsze to dobrze się z nimi dogadujemy (dziewczyny poszły rok wcześniej do szkoły).- Chodzi o to, że mamy nowego ucznia w klasie.- wyjaśniła  i jak na zawołanie do klasy wszedł ON.
-Cześć jestem… (dziwię czkawki)- na ten dziwię cała klasa się zaśmiała.
-Siema Czkawka!- krzyknęłam a wszyscy znowu w śmiech, chłopak tylko się uśmiechnął.
-Astrid, przeproś kolegę w tej chwili.- powiedziała trochę zła pani.
-Ale..
-Nie trzeba to i tak lepsze od mojego imienia.- powiedział i uśmiechnął się do pani.
-No dobrze Hortens usiądź.
-Serio stary, rodzice aż tak cię nie kochali.- powiedziałam a cała klasa znowu w śmiech.
-Hofferson ale już do dyrektora.- powiedziała nieźle już zdenerwowana pani.
-No już idę Grzesiek się ucieszy w końcu już półtorej tygodnia u niego nie byłam.- powiedziałam wstając z ławki, gdy już byłam pod drzwiami cała klasa wstała i wszyscy razem uderzyliśmy pięścią w klatkę piersiową (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi) taki nasz rytuał, znak wsparcia zawsze tak robimy jak któreś idzie do dyrcia. Zdziwiony Czkawka patrzył na nas. Drogę do gabinetu znałam już na pamięć, więc bardzo szybko tam doszłam.
-Cześć Roksan, Grzesiu u siebie?- przywitałam sekretarkę z uśmiechem, jestem tu częstym bywalcem więc przeszłyśmy na ty.
-Tak, właśnie rozmawialiśmy o tym, że tak dawno cię u nas nie było.- powiedziała również się uśmiechając. Nie zawracając sobie głowy pukaniem weszłam na chama i rozsiadłam się wygodnie w fotelu.
-Doberek Grzesiu, Monia mnie przysłała.- powiedziałam na pełnym luzie.
- Dzień dobry panno Hoferson.
- Ale ja przecież jestem wodnikiem.- powiedziałam rozbawiona jego miną, zażenowany kontynuował.
-Tak pani Monika już mnie poinformowała o zaistniałej sytuacji. Więc prószże wyjaśnij mi swoje postępowanie.- poprosił ja tylko przewróciłam oczami i zaczęłam się tłumaczyć.
-No, więc szanowny dyrektorze jak pan Horten się przedstawiał to dostał czkawki, więc wymyśliłam mu bardzo kreatywną ksywkę, i jak on stwierdził jest ona od jego imienia. A gdy pani nam go przedstawiła zadałam mu tylko pytanie.
-A czy mogła byś mi powiedzieć jakie to było pytanie?
-Uwaga cytuje ,,stary rodzice, aż tak cię nie kochali?” koniec cytatu.- powiedziałam.
-A wiec tak Astrid masz przeprosić kolegę, dostaniesz uwagę do dziennika uwag i- chwile się zastanawiał aż w końcu wypali- pomożesz w przygotowaniach na najbliższa dyskotekę i nie myśl sobie zadzwonię do wujka.- powiedział no to mam przesrane.
-Mogę już iść?- spytałam z nadzieją.
-Nie ja cie odprowadzę i masz przy mnie go przeprosić, i dopilnuje tego żebyś była na zebraniu komitetu przygotowawczego. –z uśmiechem wskazał na drzwi którymi wyszliśmy.
-Siema Roksan.- uśmiechnęłam się do niej przelotnie.
-Trzymaj się mała.- odpowiedziała również się uśmiechając.
Szliśmy korytarzem w ciszy której nikt nie chciał zakłócić, gdy dotarliśmy do klasy zabrzmiał dzwonek wszyscy wybiegli z klasy został tylko Czkawka i Rozi. Podeszłam do niego razem z dyrciem który odchrząknął dając mi znać, że mam zacząć mówić.
-Przepraszam.- powiedziałam od niechcenia.
-A za co?- spytał chcąc mnie zdenerwować.
-Za to, że wyśmiałam twoje imię, i wymyśliłam tą kreatywną ksywkę i za to, że rano zarzygałam ci buty.- powiedziałam i się sztucznie uśmiechnęłam.
-Spoko ale wiedz, że to były nowe buty.- powiedział i zaczął iść w stronę drzwi. A ja odwróciłam się do dyrektora.
-Siema Grzesiu do zobcia.- powiedziałam i podbiegłam do Roszpunki.- Wiesz jak bardzo cię kocham?- powiedziałam robiąc przesłodką minkę.
-Czego chcesz?- spytała podejrzliwie na co się uśmiechnęłam.
-A czy aj zawsze musze czegoś chcieć?- spytałam a ona na mnie spojrzała poważną miną.- No ok., proszę zgłoś się do komitetu przygotowawczego na dyskotekę. Ploseeeee!!- zrobiłam minkę zbitego pieska wiedząc, że ona nie umie się jej oprzeć.
-No ok. ok.!- ja ze szczęścia rzuciłam się jej na szyję krzycząc ,,DZIĘKI!!!!”.
-Kto ma najlepszą przyjaciółkę we wszechświecie?!?!?!- spytałam retorycznie.
-No oczywiście, że ty!- powiedziała z wielkim bananem na twarzy.
-Strzał w dziesiątkę.- powiedziałam mocno ją przytulając.- Dobra hasajmy na w-f.
-Oki.- ruszyłyśmy korytarzem śmiejąc się i  popychając wpadając na przypadkowych ludzi, mówiąc co jaki czas ,,Sorki”. Gdy dotarłyśmy do szatni gdzie Roszpunka się przebrała a ja jak zawsze zapomniałam stroju. Dziś mieliśmy mieć w-f łączony z chłopakami, tym bardziej nie chciało mi się ćwiczyć. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy ruszyli w stronę sali gimnastycznej. Pani sprawdzała obecność a ja tak się zagadałam z Rozi, że z rozmowy wyciągnął mnie głośny krzyk pani Doroty.
-Hofferson!!- wydarła się zła.
-Czego?- spytałam równie zła, gdyż nasza rozmowa była bardzo ważna, mianowicie dyskutowałyśmy o jej nadchodzących urodzinach a konkretnie o tym co by chciała.- Brak stroju!- ryknęłam.
-O czyli bez zmian.- powiedziała i sprawdzała obecności, a wszyscy się na mnie patrzyli a my wróciłyśmy do rozmowy. Siedziałam sobie grzebiąc w telefonie a pani udawała, że nie widzi siedziałam  sobie już tak z 25 minut, gdy usłyszałam czyjś krzyk.

-MOJA!!!!!!!- poczułam uderzenie piłką a następnie jak ktoś się na mnie przewrócił to ostatnie co pamiętam, potem była już tylko ciemność…

niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 1

Auto…
Zakręt…
Krzyki…
Śnieg…
Krew…
Ogień…
Światła…
Więcej krzyków…


-Aaaaaaaaa!!!!!!!!-znowu to samo, znowu to mi się śni, i znów mam to cholerne poczucie winy, że to moja wina. Ale ja przecież nic nie zrobiłam… no właśnie NIC.
Moje przemyślenia przerwał dziwię wchodzenia po schodach, szybko się położyłam i przykryłam kołdrą udając, że śpię. Moje przeczucie się sprawdziło do mojego pokoju wszedł zalany w 4 dupy wujek, rzucił mi  tylko kpiące spojrzenie i poszedł pić dalej.  Zaczęłam zastanawiać się czemu on taki jest za co mnie tak nienawidzi tak po jakiś 5 minutach zasnęłam.
-Drrrryn drrryn drrryn!!!!-słysząc ten wkurwiający dziwię momentalnie się przebudziłam, spojrzałam na zegar na którym widniała godzina 6:30.
-Uuuuu jak ja nienawidzę szkoły… Dobra czas wstawać- wymamrotałam.
Doszłam do szafy zastanawiając się w co by się tu ubrać…



















Z wybranym zestawem poszłam do łazienki gdzie  wzięłam szybki prysznic , umyłam zęby, zrobiłam sobie kreski i pomalowałam sobie rzęsy. Zarzuciłam plecak na ramie, wzięłam deskę pod pachę i zaczęłam po cichu schodzić po schodach gdy doszłam do salonu nie zaskoczyło mnie to co zobaczyłam,  a mianowicie zalanego wujka śpiącego na fotelu chwyciłam jeszcze tylko jabłko i wyszłam. Rzuciłam deskę na ziemie, wsadziłam słuchawki w uszy  i zaczęłam jechać do szkoły. Szczerze wole być tam niż w domu, jechałam wsłuchując się w muzykę aż do momentu gdy jakiś debli wlazł mi pod koła, przez co miałam bardzo bliskie spotkanie z ziemią, a konkretnie z krawężnikiem.
-Co ty odpierdalasz!?!?!?!?!-zaczęłam się na niego drzeć poczułam coś ciepłego na czole, ale to zignorowałam.
-Sorry, nic ci nie jest?- powiedział chyba zakłopotany wyciągając rękę w moją stronę, dopiero teraz na niego spojrzałam. Moim oczom ukazał się wysoki brunet o zielonych oczach.
-Nie twój zasrany interes!- powiedziałam odtrącając jego rękę, gdy wstałam zakręciło mi się trochę w głowie, już miałam wsiadać na deskę i jechać dalej ale zatrzymała mnie jego ręka na moim ramieniu, którą naturalnie strąciłam.
-Wiesz, nie wyglądasz najlepiej może odprowadzę cię do domu?- spytał z troską?
-Nic mi… -i w tym właśnie momencie  poczułam jak coś podchodzi mi do gardła. Tak dla jaj  obróciłam głowę i zrzygałam się centralnie na jego buty. Jego mina była nie do opisania.-nie jest.
~Perspektywa Czkawki
Wiedziałem, że ta laska zrobiła to specjalnie. Moje nowe buciki!                                                                     
-Sorry.- mówiła to z sarkazmem ale postanowiłem udawać, że go nie wyczułem.
-Choć odprowadzę cię do domu.- na słowo ,,dom’’ w jej oczach coś się zmieniło tak jakby się czegoś wystraszyła czy coś.
-Nie.- urwała rozmowę, wsiadła na deskę i odjechała. Nie zwracałem już na nic uwagi i ruszyłem w stronę domu po inne buty, a następnie do szkoły.
~I znowu powrót do Astrid.
Ale mnie ten debil wkurwił, ale jestem zadowolona z tego co zrobiłam, już dojeżdżałam do szkoły więc zeszłam z deski i wżęłam ją do rąk. Szłam w stronę szafek, aż tu nagle jakiś grubas skoczył mi na plecy.
-Złaź ty pasztecie!- powiedziałam ze śmiechem wiedząc, że to Rozalia.
-Ciebie też miło widzieć.-powiedziała z przekąsem. Odwróciłam się żeby na nią spojrzeć i w tedy prawie pisnęła.- Boże Astrid co ci się stało.
-O co ci chodzi?- spytałam się nie wiedząc o co jej chodzi przecież wszystkie siniaki już mi poschodziły. Wtedy wyciągnęła lusterko, a ja zauważyłam średniej wielkość rozcięcie na czole.- Aaa, to jakiś debil wszedł mi pod koła i się wywaliłam. – uśmiechnęłam się do niej.- Masz może plasterek??
-Nie wiem sprawdzę, ale teraz idziemy do pielęgniarki, żeby ci to oczyściła.- powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Ok, mamo.- powiedziałam naburmuszona.
-A cóż za nieszczęśnik ci się naraził?- spytała ciągnąc mnie za rękę w stronę pokoju pielęgniarki.
-Nie wiem, er wszy raz go na oczy widziałam.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Już dochodziłyśmy do gabinetu pielęgniarki kiedy znów poczułam, że coś podchodzi mi pod gardło, szybko podbiegłam do najbliższego kosza i drugi raz tego dnia puściłam pawia.
-Wszystko ok??- Roszpunka zapytała z troską pokiwałam tylko głową.- Choć szybciej.
Gdy weszłyśmy do gabinetu Rozalia zaczęła szukać czegoś w torbie.
-No więc co ci się stało słonko?- zapytała pani Wanda, szkolna pielęgniarka, uśmiechnęła się zachęcająco i zaczęła oczyszczać mi czoło.
-W drodze do szkoły wpadłam na…
-Mam!!!!- krzyknęła uradowana Roszpunka obie z pielęgniarką na nią spojrzałyśmy.- No co chciałaś plasterek.- powiedziała pokazując mi kolorowy plaster z ,,Kubusiem Puchatkiem” podała mi go z uśmiechem.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się do niej.- No więc jak mówiłam- spojrzałam z wyrzutem na Rozalie która uśmiechnęła się do mnie przepraszająco- spadłam z deskorolki i uderzyłam głową o krawężnik.
- A czy nie kręciło ci się w głowie albo było ci niedobrze?- spytała przyklejając mi plasterek.
-Jak wstawałam to trochę mi się zakręciło w głowie i było mi niedobrze.
-Dobrze słonko jak będziesz się źle czuła, to do mnie przyjdzie a ja cię zwolnię z lekcji i pojedziemy do szpitala na badania. Dobrze?- powiedziała ze swoim nigdy nieschodzącym z twarzy uśmiechem.
-Dobrze. Dziękuje, do widzenia.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej. Wyszłam z Roszpunką i wtedy go zobaczyłam. On chyba mnie też bo zaczął iść w naszym kierunku, zrobiłam szybki w tył zwrot i ciągnąc Rozi za rękę szybkim krokiem zaczęłam się oddalać.
-As co się stało?- zapytała.

-Nic tylko nabrałam ochoty na pójście w tym kierunku.-  Powiedziałam wskazując  palcem w głąb korytarza. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu, powoli zaczęłam się obracać i wtedy na niego spojrzałam  a on patrzył na nią swoimi wielkimi, zielonymi oczami.


Prolog




Miało być dobrze,
a nie jest.
Miałam być szczęśliwa,
a nie jestem.
Życie miało być proste, 
a nie jest.
Mieli mnie wspierać,
ale ich już nie ma,
a mi tak trudno się z tym pogodzić...






--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

To mój pierwszy blog więc z góry strasznie przepraszam za wszelkie błędy i przekleństwa których prawdopodobnie będę używać.

Bochaterowie

     

                                     Astrid Hofferson

Siedemnastolatka, niegdyś wieczna optymistka, zawsze uśmiechnięta, pomocna, przyjazna,  lecz po śmierci rodziców przeżyła załamanie nerwowe. Po tej tragedii  zmieniła się nie do poznania stała się opryskliwa, zimna, nieczuła, agresywna, nikogo do siebie nie dopuszczała. Odtrąciła wszystkich przyjaciół, rodzinę oraz siostrę z którą niegdyś miała świetny kontakt. Kocha kolor czarny i błękitny, anime, pop-corn, muzykę(szczególnie rap), horrory, ogórki kiszone, grę w siatkówkę, piłkę nożną,kosza, taniec oraz jazdę na desce, posiada jedną prawdziwą przyjaciółkę za którą oddała by życie, poznała ją w dość ciekawych okolicznościach.Jej prawnym opiekunem jest jej wujek, który zmienił jej życie w piekło...
 Myśl przewodnia Astrid brzmi ,,Co mnie nie zabije, niech lepiej zacznie uciekać!"







                  Eliza Hofferson

Starsza siostra Astrid, po śmierci rodziców zamieszkała razem ze swoim chłopakiem Jackiem.Na początku starała się uzyskać prawa rodzicielskie nad siostrą, i starała się regularnie z nią widywać ale w końcu dała sobie spokój.
22-latka zawsze uznawana była przez wszystkich za ideał przez co jej siostra czuła się odtrącona. Rodzice zawsze stawiali ją na pierwszym miejscu a reszta rodziny  ją faworyzowała, z  początku trochę jej to przeszkadzało lecz potem zaczęła to wykorzystywać.
Uwielbia kolor różowy, pop-corn, zakupy i romansidła. Nie ma bladego pojęcia co przeżywa jej siostra.

                                                                  
                                                Jacek Froz                                                                                                                                                  Mieszka wraz ze swoją dziewczyną Elizą. Jest zwykłym chłopakiem który marzy o tym by stać się sławny, od 2 lat ma zespół ,,The Vikings'' który założył wraz z kuzynem. 24-latek uwielbia motocykle, kolor czerwony, adrenalinę, zimę i śpiew.


                     Rozalia Sven ,,Roszpunka''                                                                                                                                                                                                                                                   Najlepsza przyjaciółka Astrid. Jest inteligentna, wygadana, troooszkę wredna i ciapkę agresywna. Marzy o zostaniu sławną malarką, kocha sztukę prawie tak samo jak Astrid, jest dla niej jak siostra. Ma na pozór ,,szczęśliwą'' rodzinę gdzie ojciec i  matka są pracoholikami, i mają ją w dupie. Uwielbia kolor szary, hello kity, malowanie paznokci i wesołe miasteczka.
                                                                                              
Hortens Haddock ,,Czkawka''                                                                       19-letni kuzyn a zarazem najlepszy kumpel Jacka, jest najmłodszym członkiem ,,The Vikings".Chłopak od 15 roku życia wychowywał się w rodzinie zastępczej, w której nie było kolorowo ciągle brakowało kasy a jego ,,rodzice'' nawet nie zwracali na niego uwagi. Swoją ksywką zdobył już pierwszego dnia szkoły, gdy podczas przedstawiania się przed całą klasą dostał czkawki, zawsze jej dostaje gdy się stresuje. Kocha kolor biały, anime, jazdę na desce, taniec oraz grę w kosza,nożną i siatkówkę ogólnie sport.
                                                                                                                                                   Julian Król                                                                                                                                                                                                                                                          25-letni członek ,,The Vikings''. Ma młodszą siostrę którą kocha nad życie i nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić jest wobec niej troooszkę nadopiekuńczy. Uwielbia muzykę a szczególnie grę na basie, kolor brązowy, sport i gwiezdne wojny.

                                                                                                                                           Merida Król  ,,Ruda"                                                                                                                                                                                                                                                   Młodsza siostra Julka, wnerwia ją to jaki jej brat jest wobec jej.Jest wesołą 17-latka, optymistycznie patrzy na świat, Uwielbia muzykę, jazdę konna, naturę, kolory, sztukę, w ogóle cały świat i życie. 
                                                                                         Anna Sven
                                                                                            Starsza siostra Roszpunki i jedyna dziewczyna w zespole. 23-latka kocha grę na perkusji, kolor granatowy i zwierzęta. Jest miłą, sympatyczną i wesołą dziewczyną, kocha swoją siostrę lecz tego nie okazuje. Uwielbia spędzać czas ze swoją paczką w której skład wchodzi cały zespół i jej przyjaciółki Eliza, i Merida. Przywykła do tego, że rodzice nie mają dla niej czasu.




I to chyba tyle.